czwartek, 29 września 2016

Brak.

Brakuje mi go.
7 lat znajomości.
4 lata związku.
Bycia razem w doli i niedoli.
Miliony wspomnień. Jak na złość teraz atakowana jestem jedynie przez te wspomnienia dobrych chwil.
Myślałam, że będziemy razem mimo wszystko, a z drugiej strony nie widziałam dalszej przyszłości z nim.
Jestem popieprzona, nie?

Boli cholernie.
Dzień za dniem się wlecze. Jedynie muzyka daje wytchnienie. I spacery po parku.

Zaczyna do mnie docierać, że już nigdy nie będę go miała w swoim życiu, tak jak to było do tej pory.
Już nigdy nie pojadę z nim w żadną podróż, nie zjem leniwego sobotniego śniadania i nie popatrzę, jak w fartuszku uwija się w kuchni szykując dla nas posiłek.
Nie będę słuchać muzyki, leżąc obok niego.
Oglądać z nim filmów, denerwując się dlaczego jego nie śmieszy to, co mnie.
Nie będzie godzinnych rozmów przy herbacie po śniadaniu/obiedzie/kolacji.
Seksu pełnego czułości.

Czekam.
Jesień i zimę chciałabym przespać.
Nie myśleć.
Nie płakać.

Wiem, że przechodzę teraz żałobę po związku.
Wiem, że to kiedyś minie.
Ale teraz siedzę i zagryzam pięści, by nie rozryczeć się na głos, bo za ścianą śpi lokatorka.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz