sobota, 11 października 2014

Powroty.


Cieszę się życiem w Poznaniu. Swoją mentalną i finansową niezależnością. Tym, że jak nie zjem obiadu, to nikogo to nie wzruszy. Że włóczyć się po nocach mogę bezkarnie. Oczy wygapiać do późnych godzin nocnych przed komputerem bóg wie po co. Niszczyć organizm alkoholem. Gadać milion różnych, niecenzuralnych, bzdur. Sprzątać okazjonalnie, mimo że wielbię porządek i ład w życiu. I słuchać muzyki głośno. Bardzo głośno, bo ewentualnych sąsiadów i tak to nie obchodzi (uroki nie mieszkania w kartonowym bloku).

Ale od realiów dużego miasta czasami chcę uciec. 

Dlatego powroty do domu tak smakują. Bo staję się znowu małą, grzeczną dziewczynką, której mama uklepie kotleta na obiad i zapyta, o której wrócę ze spotkania z koleżankami. Czy ubrałam jeszcze "coś pod spód", bo już coraz chłodniej na zewnątrz. I że jak się w ogóle odżywiam "w tym Poznaniu", pewnie żadnych owoców i warzyw nie jem.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tymczasem zdjęcia z wyjazdu nad jezioro Kierskie w okolicy Poznania.
Koniec sezonu, ale w związku z taką pogodą mnóstwo żaglówek na tafli.
I windsurferów, bo akurat wtedy wiało. Warunki idealne.








1 komentarz: