Tyle myśli w głowie.
Tak bardzo próbuję zbawić świat i wszystkich mi bliskich.
Układam mnóstwo możliwych scenariuszy i każdy z nich przeżywam po stokroć.
Reaguję nieadekwatnie. Zbyt lub zbyt mało emocjonalnie.
Ciężkostrawny koktajl wygórowanych ambicji oraz perfekcjonizmu podszytego lękiem.
Czoło się marszczy, oczy smutnieją.
Ręce opadają!
Po co to wszystko...?
Przecież często jest tak dobrze, zauważ to dziewczynko.
Chciałabym częściej poddawać się biegowi wydarzeń. Go with the flow, jak to mówią po angielsku.
Na jogę się zapisuję. Podobno pomaga.
Zobaczymy.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Sytuacja miała miejsce pewnego dnia.
Spacerowała wtedy dziewczyna mostem pełnym kłódek.
Ktoś uwiesił, a ona spacerowała i kontemplowała.
Tak jej się te kłódki spodobały, że postanowiła uszyć sobie z nich sukienkę. Dla pewności połknęła kluczyk, by nikt nie zabrał jej tego, nad czym tak mozolnie i wytrwale pracowała. Była zachwycona swoim dziełem. Szczęśliwa jak stąd do Warszawy i z powrotem.

Niestety, nie wszystkim się to spodobało. Co niektórzy zazdrośnie obserwowali zza winkla, życząc jej by udławiła się tym swoim szczęściem. Lub, w najlepszym przypadku, poszła do diabła.
A przecież babcia ją ostrzegała.
"Dziecko, bądź umiarkowanie szczęśliwa, bo jak będziesz za nadto, to ludzi w oczy kole.
No nie wypada po prostu. "
No nie wypada po prostu. "
Na szczęście (!) panienka owa stwierdziła, że chwilowo ma to w dupie i poszła wylegiwać się w promieniach słońca przy fontannie.
HAPPY END.
:)





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz