piątek, 31 października 2014

Daj mi spokój!

Tyle myśli w głowie. 

Tak bardzo próbuję zbawić świat i wszystkich mi bliskich.

Układam mnóstwo możliwych scenariuszy i każdy z nich przeżywam po stokroć.
Reaguję nieadekwatnie. Zbyt lub zbyt mało emocjonalnie.


Ciężkostrawny koktajl wygórowanych ambicji oraz perfekcjonizmu podszytego lękiem.
Czoło się marszczy, oczy smutnieją.


Ręce opadają!

Po co to wszystko...?
Przecież często jest tak dobrze, zauważ to dziewczynko.

Chciałabym częściej poddawać się biegowi wydarzeń. Go with the flow, jak to mówią po angielsku.

Na jogę się zapisuję. Podobno pomaga.
Zobaczymy.






--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

                                                 Sytuacja miała miejsce pewnego dnia. 
Spacerowała wtedy dziewczyna mostem pełnym kłódek. 
Ktoś uwiesił, a ona spacerowała i kontemplowała.




Tak jej się te kłódki spodobały, że postanowiła uszyć sobie z nich sukienkę. Dla pewności połknęła kluczyk, by nikt nie zabrał jej tego, nad czym tak mozolnie i wytrwale pracowała. Była zachwycona swoim dziełem. Szczęśliwa jak stąd do Warszawy i z powrotem.




Niestety, nie wszystkim się to spodobało. Co niektórzy zazdrośnie obserwowali zza winkla, życząc jej by udławiła się tym swoim szczęściem. Lub, w najlepszym przypadku, poszła do diabła.




A przecież babcia ją ostrzegała. 
"Dziecko, bądź umiarkowanie szczęśliwa, bo jak będziesz za nadto, to ludzi w oczy kole.
No nie wypada po prostu. "




Na szczęście (!) panienka owa stwierdziła, że chwilowo ma to w dupie i poszła wylegiwać się w promieniach słońca przy fontannie.

HAPPY END.



:)




sobota, 11 października 2014

Powroty.


Cieszę się życiem w Poznaniu. Swoją mentalną i finansową niezależnością. Tym, że jak nie zjem obiadu, to nikogo to nie wzruszy. Że włóczyć się po nocach mogę bezkarnie. Oczy wygapiać do późnych godzin nocnych przed komputerem bóg wie po co. Niszczyć organizm alkoholem. Gadać milion różnych, niecenzuralnych, bzdur. Sprzątać okazjonalnie, mimo że wielbię porządek i ład w życiu. I słuchać muzyki głośno. Bardzo głośno, bo ewentualnych sąsiadów i tak to nie obchodzi (uroki nie mieszkania w kartonowym bloku).

Ale od realiów dużego miasta czasami chcę uciec. 

Dlatego powroty do domu tak smakują. Bo staję się znowu małą, grzeczną dziewczynką, której mama uklepie kotleta na obiad i zapyta, o której wrócę ze spotkania z koleżankami. Czy ubrałam jeszcze "coś pod spód", bo już coraz chłodniej na zewnątrz. I że jak się w ogóle odżywiam "w tym Poznaniu", pewnie żadnych owoców i warzyw nie jem.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Tymczasem zdjęcia z wyjazdu nad jezioro Kierskie w okolicy Poznania.
Koniec sezonu, ale w związku z taką pogodą mnóstwo żaglówek na tafli.
I windsurferów, bo akurat wtedy wiało. Warunki idealne.








niedziela, 5 października 2014

Wspomnienie lata.

Hala sportowo-widowiskowa Arena. Pilnują, żeby się nie rozpadła, bo ma dużo lat, a czasami grają tam jakiś rockowy koncert. Albo inny. Ale głośno.


Letnie trampki i jesienne liście. Okolice Areny.


Świecące kulki przy...uwaga, zaskoczenie... Arenie.

Nocą lepiej się jeździ.


Katedra na Ostrowie Tumskim w Poznaniu

 

Interaktywne Centrum Historii Ostrowa Tumskiego. Nocą. Fragment.


Stoi i nie wierzy, że aż na Śródkę dojechałam z nim.


Wildeckie rewiry. Oby nie ostatnie promienie jesiennego słońca.


Białe trampki już zawsze będą mi się kojarzyć z letnimi wyprawami rowerowymi.
Jestem takim hipsterem, ho ho!



Panoramiczna, smartfonowa tęcza na pożegnanie.
Dobrego dnia, kimkolwiek jesteś!